15 maj 2013

Knedle z Truskawkami

Dziś w trzech zdaniach bo noc mnie zastała. Knedle.
Nie wiadomo czy serwować je na obiad czy bardziej na deser, a są i tacy, którzy uważają, że nie nadają się ani na jedno ani na drugie :-)
Nie mniej jednak mają swoich zwolenników, którzy gdy tylko sezon truskawkowy w pełni dopytują na kiedy mają czuć się zaproszeni coby na knedle właśnie trafić.
I rzeczywiście, jak sięgam pamięcią robię je chyba tylko raz do roku.





Słyszałam o dwóch sposobach na przygotowanie ciasta na knedle. Pierwszy to ten z dodatkiem ugotowanych ziemniaków - u mnie ziemniaki na słodko raczej by nie przeszły. A drugi - z zaparzanej na mleku i maśle mąki. I tak przygotowuję je ja.
 1/2szkł mleka i łyżkę masła zagotowuję i wsypuję 25dag maki. Trzeba szybko mieszać, żeby się nie przypaliło. Zdjąć z ognia i wystudzić tak by móc dodać 2 jajka. Zawsze dodaję szczyptę soli (ja chyba do wszystkiego dodaję sól) a z tych 25dag mąki zwykle odsypuję trochę do miseczki. Przy formowaniu kluseczek z truskawką w środku korzystam z tej odsypanej mąki żeby ciasto nie kleiło mi się zbytnio do rąk.

Knedle gotuję ok 10min od wypłynięcia, w wodzie z masłem i solą.

Podaję je zwykle polane gęstym jogurtem i posypane cukrem i cynamonem.





29 kwi 2013

Tiramisu

Tiramisu jest proste. Ach, banalnie proste, a w zamian wchodzi nam gładko, bez zająknięcia - głównie w talię i w okolice bioder.
Nic to, skupmy się na tych pozytywnych aspektach. To deser do zrobienia w małą chwilkę. Co prawda godzinkę co najmniej musimy odczekać coby przeszło sobą ale naprawdę jest na co czekać.






Biszkopty nasączam mocną kawą z odrobiną procentów. Ja dodaję  ekstrakt waniliowy, który robię zalewając przekrojone laski wanilii spirytusem. I trzymam sobie taki słoik dobroci na górnej półce w kuchni,  dodając po łyżce choćby do zwykłych naleśników, dzięki czemu stają się niezwykłe bo niebiańsko pachną wanilią.
Serek mascarpone miksuję z ubitą uprzednio bitą śmietaną (1 kubeczek) i z cukrem pudrem (na oko, na łyżki - jak kto woli).
Wedle tradycji i w zgodzie z przepisem każda warstwę serka przesypuję prawdziwym kakao (prawdziwe czyli gorzkie oczywiście).

I więcej nic, tylko ta godzinka wspomniana.
Naprawdę nie da się tego spieprzyć.






Aj, o najważniejszym bym zapomniała. Pozdrowienia dla pracowników Skuba oblizujących się przed monitorem ;-)

27 kwi 2013

Tarta ze szpinakiem

Do tarty ze szpinakiem mam sentyment wielki.
To szybciutkie danie w 15minut. Zrobiłam je wczoraj na kolację coby wkupić się w łaski męża. Pojechał na wieczorną rowerową przejażdżkę, a ja jak amerykańska żona z lat 50-tych czekałam na niego z usmiechem, z ciepłą kolacją.
Oczywiście nie powiedziałam "smacznego", tylko "zdjęcie zrób!"







Zrobił  :-)






Kruche ciasto którym wykładam spód jest bardzo cieniutkie. Ma w sobie niewiele składników: mąka, masło, sól, odrobina śmietany. Tu wyjątkowo jeszcze garść otrębów.

Szpinak przygotowuję bardzo tradycyjnie, duszę z dużą ilością czosnku. Żeby nieco zagęścić jego konsystencję dodaję łyżkę kaszy manny, dzięki temu w trakcie krojenia tarty szpinak nie rozpływa się.

Na wierzch do zapieczenia można dodać co kto lubi. Zwykle kruszę ser feta, ale kiedy przesolę szpinak dodaje ser typu włoskiego jaki można kupić w Biedronce albo w Lidlu. Jest bardziej łagodny w smaku, a na pewno nie słony.  Pomidorki  koktajlowe dają całości takie soczyste orzeźwienie.
A bekon...
A bekon cudnie się wypieka, powstają właściwie bekonowe chipsy.
Pierwszy raz jadłam to danie właściwie w  wegetariańskiej wersji  ale jestem wybitnie mięsożerna  więc zawsze kiedy to tylko możliwe dodaję właśnie plastry bekonu  albo salami. Ważne żeby były bardzo cienkie

.


Oczywiście szpinak i całą resztę nakładamy na nieco już podpieczone ciasto!

20 kwi 2013

Drożdżowe buły i prażone jabłka z cynamonem

... a że już cała byłam i tak upaprana w tej mące, to z rozbiegu zrobiłam drożdżowe bułeczki z jabłkami prażonymi i cynamonem.









Przez absolutny przypadek odkryłam, że wstawiony do mikrofalówki zaczyn ( oczywiście na pół chwilki - nie dłużej!) rośnie jak oszalały. A potem ciasto rosło niezwykle i bułeczki były naprawdę wyjątkowo puszyste.
Przetestuję to kiedyś raz jeszcze i opatentuję jeśli zajdzie potrzeba. Choć pewnie fanatycy zdrowego żywienia wyleją na mnie wiadro pomyj za to, że dopieszczam swoje potrawy promieniowaniem elektromagnetycznym.
No wszystkim nie dogodzę  :-)







Małe jest piękne / PIZZA MINI

Dziś zupełnie od niechcenia zabrałam się za pizzę. Za pizzę w liczbie mnogiej, bardzo mnogiej.
Wyskoczyłam do Biedronki na pięć sekund bo chcica mnie wielka ogarnęła na batonika marcepanowego ze skórką pomarańczy w tle.
Pięć sekund zamieniło się w bardzo konkretną chwilę bo uwiodły mnie przecudnej urody pomidorki koktajlowe na gałązce. Przypomniały mi z miejsca pewne zdjęcie które gdzieś kiedyś widziałam : pizzy w wersji ascetycznej, nie mniej szalenie pociągającej.
W kuchni lubię smaki proste, znane i nieskomplikowane.




Najpierw było tak...



Najbardziej zwykłe i tradycyjne ciasto drożdżowe. Ja dodaję do ciasta sporo oregano, poza tym jak wszyscy: mąka, drożdże, woda, sól. Kiedy trochę wyrośnie dzielę na małe porcyjki.








Sos z koncentratu, oliwy, dużej ilości czosnku i soli.
Dalej co kto lubi. Ja dałam mozzarellę, pieczarkę, pomidorka i papryczki ciut.








Była też wersja  z cieniutkimi płatkami z kabanosa ale fotograf pomylił kolejność i najpierw zjadł, a potem chciał zdjęcie robić... :-/  więc musicie mi wierzyć na słowo.







20 sty 2013

20.01.2013

Zabieram się za faworki.
Pachnie mi ta nazwa mieszczaństwem więc może lepiej zabrzmi chrust. Jak zwał tak zwał, wycinamy, zwijamy, smażymy. Nic trudnego.
Nie mam natchnienia na nic skomplikowanego po tym jak  w sobotę szlag trafił moją tartę truskawkowa. Sok z mrożonych truskawek i jagód  nie odparował z niej po godzinie, tak jak sobie zaplanowałam. Nie odparował nawet po dwóch godzinach. Jest już niedzielne popołudnie, a on wciąż nie odparował, ale nic to, bo właśnie zjedliśmy ostatni kawałek. Była pyszna, choć nie była piękna.
Nie można w życiu mieć wszystkiego.

O tarcie, co piękna nie była...







Wyszły

Co miały nie wyjść



Przepis na faworki jest ogólnie dostępny więc daruję sobie. Jednak niech tylko znajdę mój przepis na oponki, podzielę się na pewno. 
Oponki to smak mojego dzieciństwa. Lekko wyczuwalna nuta twarogu.
Najlepsze były zaraz po usmażeniu.
Następnego dnia okazywało się, że jednak najlepsze są takie odstane.
Stojąc na chybotliwym stołeczku podwyższonym o dwie najgrubsze książki jakie mieliśmy w posiadaniu: Biblia (no wybacz Panie) i Encyklopedia PWN (sorki tato) i przeszukując wysokie kuchenne szafki, okazywało się , że najlepsza oponka była zapomniana i wygrzebana gdzieś po tygodniu, spomiędzy talerzy.
Najlepsza bo ostatnia.


Kiedyś myślałam, że jakie czasy takie rarytasy - przysmak z czasów PRL nie zaspokoi rozpasanych w czasach dostatku kubków smakowych.  Gdzie tam, zaspokoił  :-)