20 kwi 2013

Drożdżowe buły i prażone jabłka z cynamonem

... a że już cała byłam i tak upaprana w tej mące, to z rozbiegu zrobiłam drożdżowe bułeczki z jabłkami prażonymi i cynamonem.









Przez absolutny przypadek odkryłam, że wstawiony do mikrofalówki zaczyn ( oczywiście na pół chwilki - nie dłużej!) rośnie jak oszalały. A potem ciasto rosło niezwykle i bułeczki były naprawdę wyjątkowo puszyste.
Przetestuję to kiedyś raz jeszcze i opatentuję jeśli zajdzie potrzeba. Choć pewnie fanatycy zdrowego żywienia wyleją na mnie wiadro pomyj za to, że dopieszczam swoje potrawy promieniowaniem elektromagnetycznym.
No wszystkim nie dogodzę  :-)







Małe jest piękne / PIZZA MINI

Dziś zupełnie od niechcenia zabrałam się za pizzę. Za pizzę w liczbie mnogiej, bardzo mnogiej.
Wyskoczyłam do Biedronki na pięć sekund bo chcica mnie wielka ogarnęła na batonika marcepanowego ze skórką pomarańczy w tle.
Pięć sekund zamieniło się w bardzo konkretną chwilę bo uwiodły mnie przecudnej urody pomidorki koktajlowe na gałązce. Przypomniały mi z miejsca pewne zdjęcie które gdzieś kiedyś widziałam : pizzy w wersji ascetycznej, nie mniej szalenie pociągającej.
W kuchni lubię smaki proste, znane i nieskomplikowane.




Najpierw było tak...



Najbardziej zwykłe i tradycyjne ciasto drożdżowe. Ja dodaję do ciasta sporo oregano, poza tym jak wszyscy: mąka, drożdże, woda, sól. Kiedy trochę wyrośnie dzielę na małe porcyjki.








Sos z koncentratu, oliwy, dużej ilości czosnku i soli.
Dalej co kto lubi. Ja dałam mozzarellę, pieczarkę, pomidorka i papryczki ciut.








Była też wersja  z cieniutkimi płatkami z kabanosa ale fotograf pomylił kolejność i najpierw zjadł, a potem chciał zdjęcie robić... :-/  więc musicie mi wierzyć na słowo.







20 sty 2013

20.01.2013

Zabieram się za faworki.
Pachnie mi ta nazwa mieszczaństwem więc może lepiej zabrzmi chrust. Jak zwał tak zwał, wycinamy, zwijamy, smażymy. Nic trudnego.
Nie mam natchnienia na nic skomplikowanego po tym jak  w sobotę szlag trafił moją tartę truskawkowa. Sok z mrożonych truskawek i jagód  nie odparował z niej po godzinie, tak jak sobie zaplanowałam. Nie odparował nawet po dwóch godzinach. Jest już niedzielne popołudnie, a on wciąż nie odparował, ale nic to, bo właśnie zjedliśmy ostatni kawałek. Była pyszna, choć nie była piękna.
Nie można w życiu mieć wszystkiego.

O tarcie, co piękna nie była...







Wyszły

Co miały nie wyjść



Przepis na faworki jest ogólnie dostępny więc daruję sobie. Jednak niech tylko znajdę mój przepis na oponki, podzielę się na pewno. 
Oponki to smak mojego dzieciństwa. Lekko wyczuwalna nuta twarogu.
Najlepsze były zaraz po usmażeniu.
Następnego dnia okazywało się, że jednak najlepsze są takie odstane.
Stojąc na chybotliwym stołeczku podwyższonym o dwie najgrubsze książki jakie mieliśmy w posiadaniu: Biblia (no wybacz Panie) i Encyklopedia PWN (sorki tato) i przeszukując wysokie kuchenne szafki, okazywało się , że najlepsza oponka była zapomniana i wygrzebana gdzieś po tygodniu, spomiędzy talerzy.
Najlepsza bo ostatnia.


Kiedyś myślałam, że jakie czasy takie rarytasy - przysmak z czasów PRL nie zaspokoi rozpasanych w czasach dostatku kubków smakowych.  Gdzie tam, zaspokoił  :-)